Szukaj:    
Czy wiesz, że...

Humanizm to ruch filozoficzny, kulturalny i moralny powstały w XV wieku we Włoszech a zarysowujący się już w wieku XIV i wielu aspektach kultury średniowiecznej, zmierzający do odrodzenia znajomości literatury i języków klasycznych.

Zapisz się

Jeżeli chcesz otrzymać nasz biuletyn, informacje o zmianach w serwisie zaprenumeruj newsletter. Wystarczy, że podasz swój adres e-mail.

      
Sonda

Jak Ci się podoba nasza strona?





Kalendarium

Polecamy

MediPage - internetowa księgarnia medyczna dla lekarzy


Księgarnia Psychoanalityczna
www.psychoanalityczna.pl

Księgarnia psychologiczna
www.psyche.pl

Alicja Kubiak

Cofnij

Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne w świetle Kompleksu Edypa

Nerwica natręctw, która dziś jest powszechnie uznawaną jednostką nozologiczną została wyodrębniona przez Freuda jako oddzielne i niezależne zaburzenie dość wcześnie w jego karierze psychoanalitycznej bo w latach 1894-95.Wczesniej wszelkiego rodzaju natręctwa uznawane były jako objawy zwyrodnienia umysłowego lub były mieszane z neurastenią.

W myśleniu psychoanalitycznym nerwicę natręctw rozumie się przede wszystkim jako wynik regresji do fazy analnej spowodowanej niemożnością przepracowania kompleksu Edypa i przejścia do fazy genitalnej. Regresja ta jest obroną przed impulsami o charakterze genitalnym jednak przynależne do fazy analnej impulsy sadystyczne również wywołują lęk. W efekcie jednostka uruchamia mechanizmy obronne takie jak izolacja, reakcja upozorowana, anulowanie itp. skierowane zarówno przeciwko impulsom seksualnym jak i agresywnym a także przeciwko poczuciom winy.

Współcześnie w terminologii psychiatrycznej zamiast określenia nerwica natręctw używa się raczej terminu zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, co lepiej oddaje całe spektrum objawów charakterystycznych dla tej jednostki chorobowej. Również rozwój psychoanalizy spowodował, że zwykle bardziej niż objawy akcentowana jest obsesyjna struktura osobowości. Często mamy przecież do czynienia z pacjentami, u których rozpoznajemy obsesyjną strukturę czy obsesyjny charakter przy braku jakiś wyraźnie zaznaczających się natręctw.

Ja chciałabym przede wszystkim skupić się na występujących u pacjentów obsesyjnych zaburzeniach myślenia. Chciałabym przyjrzeć się bliżej temu jaki jest związek myślenia obsesyjnego z trudnościami w przepracowaniu kompleksu Edypa. Spróbuję dokonać analizy mechanizmów odpowiedzialnych za następujące cechy myślenia obsesyjnego:

  1. brak przestrzeni wewnętrznej, w której mogłoby się rozwijać spontaniczne myślenie
  2. konkretność i omnipotentny, magiczny charakter
  3. silna, nieprzezwyciężona ambiwalencja
  4. nadmierna sztywność lub nadmierne niezdecydowanie

Zanim jednak przejdę do omawiania myślenia obsesyjnego chciałabym przez chwilę zatrzymać się przy samym kompleksie Edypa i tym jak był on rozumiany przez Freuda i przez Klein oraz na związku kompleksu Edypa z pozycją depresyjną.

Pierwsze wzmianki na temat kompleksu Edypa znajdujemy już w listach Freuda z 1897 roku. W liście do Flissa Freud pisał, że to co tworzy nerwicę to wrogie impulsy przeciwko rodzicom, to że syn życzy śmierci ojcu a córka matce. Freud powołuje się w tym miejscu na sen Lisl, zatrudnionej w domu Freudów opiekunki do dziecka. Lisl śniła że jej pani, żona Freuda umarła a profesor ożenił się z nią. Pięć miesięcy później w następnym liście Freud wspomina o tym, że w wyniku autoanalizy odkrył podobną konfigurację u samego siebie. To skłoniło go ostatecznie do tego by uznać takie życzenia śmierci jednego z rodziców za powszechne i odniósł je do mitu o Edypie.

Mimo tych wcześniejszych obserwacji terminu kompleks Edypa użył Freud dopiero w 1910 roku w artykule "Pewien typ wyboru obiektu u mężczyzn". W artykule tym pisał, że chłopiec który zaczyna pragnąć matki i nienawidzić ojca jako rywala zaczyna być pod wpływem kompleksu Edypa. Zwrócił również uwagę na to, że chłopiec nie może wybaczyć matce, iż dopuszcza ona do upragnionej relacji seksualnej nie jego ale ojca i odbiera to jako akt zdrady. Seksualna relacja rodziców jest w tym ujęciu centralna i stanowi wyzwanie dla ekskluzywnej relacji dziecka z matką. Takie podejście jest widoczne również w innych wypowiedziach Freuda z tego okresu wraz z kulminacyjnym odkryciem "sceny pierwotnej" podczas analizy "człowieka Wilka". Podczas tej analizy która miała miejsce w latach 1910-1914 Freud zaczął spekulować na temat "pierwotnych fantazji", wrodzonych idei, z których jedna może być pewnego rodzaju prekursorem sceny pierwotnej. Tego typu idee predysponują wszystkich ludzi do tworzenia pewnego wyobrażenia na temat stosunku rodziców. Mimo wagi tego odkrycia Freud nigdy nie włączył sceny pierwotnej i związanych z nią fantazji do swojej koncepcji kompleksu Edypa. Uczyniła to natomiast Melania Klein i co więcej uczyniła scenę pierwotną centralną w jej podejściu do tego co nazwała sytuacją edypalną. Klein podczas analizy małych dzieci dokonała obserwacji potwierdzających poglądy Freuda na temat pierwotnych fantazji. Zaobserwowała, że tego typu fantazje pojawiają się już bardzo wcześnie i że u bardzo małych dzieci raz są iddyliczne a innym razem przerażające, gwałtowne i dziwaczne.

Klein uważała, że sytuacja edypalna pojawia się już w niemowlęctwie i rozwija się przez następne lata by osiągnąć punkt kulminacyjny w wieku 4 lat. Jest to wiek w którym ma miejsce opisany przez Freuda klasyczny kompleks Edypa. Zdaniem Klein wczesne stadia kompleksu Edypa i pozycji depresyjnej są wyraźnie ze sobą związane i rozwijają się równolegle. W pracy "Zawiść i wdzięczność" pisała: "Zazdrość opiera się na podejrzeniach i rywalizacji z ojcem, który jest odbierany jako ktoś kto zabiera pierś matki i matkę. Ta rywalizacja wyznacza wczesne stadia właściwego i odwróconego kompleksu Edypa, który pojawia się zwykle równolegle z pozycją depresyjną (...)".

Britton w swoim artykule "Oedipus in depresive position" ("Kompleks Edypa a pozycja depresyjna") bardzo dokładnie analizuje związki jakie zachodzą między pozycją depresyjną i wczesnymi stadiami kompleksu Edypa. Na początku swojego artykułu stawia tezę, że rozwiązanie kompleksu Edypa następuje poprzez przepracowanie pozycji depresyjnej a przepracowanie pozycji depresyjnej następuje w wyniku rozwiązania kompleksu Edypa. Jednocześnie przypomina, że zarówno przepracowanie pozycji depresyjnej jak i rozwiązanie kompleksu Edypa nie następuje raz na zawsze i musi być stale przepracowywane w ciągu całego naszego życia.

Niepowodzenia w tym zakresie, skutkują pojawieniem się różnych patologicznych rozwiązań i mechanizmów obronnych w tym także mechanizmów obronnych o charakterze obsesyjnym.


Chciałabym teraz bliżej przyjrzeć temu jaki jest związek myślenia obsesyjnego z trudnościami w przepracowywaaniu pozycji depresyjnej i kompleksu Edypa.

Brak przestrzeni wewnętrznej w myśleniu obsesyjnym

Myślenie obsesyjne trudno nazwać prawdziwym myśleniem choć niejednokrotnie mamy do czynienia z zadziwiającą logiką obsesyjnych wywodów. Jest to raczej seria aktów psychicznych mających na celu kontrolowanie złych, zaburzających i intruzywnych myśli czy idei, które zaprzątają umysł pacjenta. Akty te mogą przybrać formę natręctw myślowych takich jak np. przymus liczenia, przymus powtarzania pewnych zdań albo formę nieustannego roztrząsania, niepewności i wahania, która w efekcie prowadzi do zahamowania myśli i działania. Zaburzona zostaje zdolność do utrzymywania pewnej przestrzeni psychicznej, w której mogłoby się rozwijać swobodne myślenie. W kontakcie z osobą obsesyjną mamy wrażenie uwięzienia i braku tej przestrzeni, jej myślenie jest jednowymiarowe, bardzo często w wyniku działania procesu izolacji pozbawione afektu, właściwie trudno mówić o jakichkolwiek wolnych skojarzeniach. Często możemy mieć poczucie jałowości terapii ponieważ obrony obsesyjne nie dopuszczają do tego by mogło pojawić się jakieś nowe znaczące myślenie.

Zdolność do utrzymywania przestrzeni wewnętrznej niezbędnej dla procesu myślenia zależy od zdolności wytrzymywania separacji od obiektów wewnętrznych i wytrzymywania sytuacji trójkątnej, w której jest się obserwatorem pary rodzicielskiej. W przypadku myślenia obsesyjnego mamy do czynienia z niemożnością wytrzymania sytuacji trójkątnej i z unikaniem jakiejkolwiek wiedzy na temat sytuacji edypalnej.

Już Klein zauważyła, że doświadczenie wczesnego kompleksu Edypa ma wpływ na rozwoju popędu epistemofilicznego, ciekawości i dążenia do wiedzy. Opisała sytuacje w których dochodzi do poważnego lub wręcz całkowitego zahamowania ciekawości u dziecka z powodu silnej nienawiści jaką odczuwa ono wobec tajemnicy seksualności rodziców. W jednym ze swoich wcześniejszych artykułów pisała: "Już bardzo wcześnie dzieci poznają rzeczywistość poprzez frustracje których doświadczają. Bronią się przed rzeczywistością zaprzeczając jej. Podstawową rzeczą i kryterium wszelkiej późniejszej zdolności do adaptacji do rzeczywistości jest stopień w jakim dzieci są w stanie tolerować frustracje wynikające z sytuacji edypalnej." (1926)

Bion (1959) wiązał zaburzenia procesu myślenia z nieświadomymi fantazjami dotyczącymi ataku na więź między rodzicami pozostającymi w stosunku seksualnym. Szczególnie skrajną formę przybiera to w przypadku psychoz gdy atakowana jest nie tylko wiedza na temat rzeczywistości ale cały aparat psychiczny mogący dostarczać tej wiedzy.

Money-Kyrle podobnie jak Bion uważał, że człowiek posiada wrodzoną predyspozycję do tego by odkrywać prawdę na temat seksualności rodziców, ale, że emocjonalna trudność zaakceptowania tego faktu sprawia, że powstają "nieświadome, fałszywe teorie" fałszywe reprezentacje sceny pierwotnej pozwalające uniknąć pełnego doświadczenia sytuacji edypalnej. Zdaniem Money-Kyrle'a nawet u osoby nie wykazującej żadnych poważnych zaburzeń, podczas gdy jedna część, odpowiedzialna za rozwój osobowości powoli uczy się rozumieć prawdy życiowe, cierpiąc z powodu kompleksu Edypa, godzi się z relacją rodziców, internalizuje ją i osiąga dojrzałość, inna część pozostaje w ignorancji i opóźnieniu" (1968, s.693).

Myślenie obsesyjne pozwala jednostce pozostawać w takim stanie ignorancji i broni ją przed doświadczeniem sytuacji edypalnej.

Konkretność i omnipotentny, magiczny charakter myślenia obsesyjnego

Każdy kto miał kontakt z osobą cierpiącą na nerwicę natręctw był na pewno uderzony konkretnością jej myślenia. Pacjenci obsesyjni często przeżywają bardzo silny lęk ponieważ są przekonani, że ich myśli naprawdę mogą wyrządzić krzywdę.

Britton opisuje pacjenta, który musiał zniszczyć książki syna i zastąpić je nowymi egzemplarzami ponieważ książki te leżały na biurku w momencie gdy pacjent nagle wyobraził sobie, że jego syn leży martwy na drodze. Pacjent wierzył, że książki zawierają jego wyobrażenie śmierci syna i niszcząc książki może zniszczyć to wyobrażenie.

Taka konkretność myślenia jest wynikiem zaburzeń symbolizacji. Klein łączyła rozwój zdolności do symbolizacji z przepracowaniem podstawowych lęków, a Hanna Segal jeszcze wyraźniej wykazała w jaki sposób zdolność ta jest związana z procesem żałoby. Klein wiązała wszelkiego rodzaju utratę -np. odstawienie od piersi - z procesem żałoby. W trakcie przepracowywania pozycji depresyjnej zarzucona musi zostać idea stałego posiadania obiektu, a konfrontacja z relacją rodziców w trakcie przepracowywania kompleksu Edypa sprawia, że musi być zarzucona również idea posiadania upragnionego rodzica na wyłączność. Gdy dokona się proces żałoby po tych idealnych, upragnionych obiektach wówczas może nastąpić rezygnacja z obiektu w świecie rzeczywistym przy jednoczesnym ustanowieniu jego symbolicznej reprezentacji w świecie wewnętrznym. Niepowodzenie w zakresie różnicowania między self i obiektem oraz między obiektami rzeczywistymi i idealnymi prowadzi do powstawania "równań symbolicznych" (termin wprowadzony przez Segal) gdzie symbol jest tożsamy z obiektem, który symbolizuje. Podobne zjawisko opisuje Freud gdy mówi o pacjentach neurotycznych bojących się wejść w relacje miłosne tak jakby wiązali się z pierwotnymi obiektami edypalnymi.

Aby jednak mogło dojść do opisanego tu procesu żałoby i w efekcie do rozwoju symbolizacji jednostka musi być w stanie znieść frustracje, które niesie ze sobą rzeczywistość i sytuacja edypalna. Bion uważał, że brak zaspokojenia jest początkiem myśli. Jeśli jednak frustracja nie może być tolerowana brak jest odbierany jako obecność czegoś złego. Zamiast myślenia pojawia się zły obiekt którego trzeba się pozbyć. Z takim stanem umysłu mamy do czynienia w stanach psychotycznych a także w poważnych stanach obsesyjnych. I znów skorzystam z przykładu zaczerpniętego z artykułu Brittona. Jedna z jego pacjentek, zanim zaczęła szukać pomocy psychiatrycznej zwróciła się do chirurga prosząc go by ten usunął czarną, złą rzecz którą ma w środku i która w jej przekonaniu sprawia, że ma ona złe myśli.

Tolerancja na frustrację zależy od połączenia czynników konstytucjonalnych (mam tu na myśli przede wszystkim siłę popędu śmierci) oraz wydarzeń z jednostkowej historii życia. Zdaniem Klein gdy mamy do czynienia z przewagą sił destrukcyjnych nad libidinalnymi (obojętne czy to z powodów konstytucjonalnych czy tzw. środowiskowych) wówczas może dojść do mniej lub bardziej poważnych zaburzeń w procesie przepracowywania pozycji depresyjnej i wczesnego kompleksu Edypa. Jednym z osiągnięć pozycji depresyjnej jest zmniejszenie się projekcji agresji na zewnątrz czemu towarzyszy rozpoznanie przez jednostkę własnej destrukcji. To z kolei pociąga za sobą powstanie lęków depresyjnych (lęku, że dobry obiekt zostanie zniszczony z powodu własnej agresji podmiotu) oraz trudnych do wytrzymania poczuć winy. Klein podczas analizy małych dzieci zaobserwowała, że agresywne fantazje dzieci skierowane przeciwko stosunkowi rodziców i przeciwko ciału matki zawierającemu nienarodzone dzieci, wywołują silne poczucia winy i rozpacz z powodu zniszczenia dokonanego w fantazji. W efekcie pojawia się pragnienie naprawienia tych zniszczeń. W sytuacji gdy pragnienia reparacyjne zawodzą zniszczenie zostaje zaprzeczone i magicznie odbudowane w wyniku omnipotentnej maniakalnej reparacji. Gdy nie można utrzymać przekonania o omnipotentnej reparacji pojawiają się obrony obsesyjne. Kompulsyjne zachowanie o symbolicznym znaczeniu ochrony stanowi desperacką próbę odwrócenia tego co zostało zrobione w wyobraźni. Odkrycia te są zgodne z wcześniejszymi pracami Karla Abrahama, który był przecież analitykiem Klein. Abraham zauważył, że pacjenci cierpiący z powodu psychozy maniakalno-depresyjnej, w okresie remisji zdradzali objawy natręctw. Był on zdania, że natręctwa będąc formą sprawowania kontroli nad własnymi agresywnymi impulsami stanowią obronę przed zagrożeniem utraty obiektu i utratą relacji z nim na skutek własnej destrukcji. Współbrzmią z tym zresztą niektóre współczesne badania (np. Gordon i Rasmussen opublikowane w Journal of Clinical Psychiatry w 1988 roku) które potwierdzają występowanie objawów o charakterze obsesyjno-kompulsyjnym w fazie depresji i wycofywanie się ich w okresie manii.

Silna, nieprzezwyciężona ambiwalencja

Jednym z większych osiągnięć pozycji depresyjnej jest zmniejszenie się projekcji i wzrost procesów integracyjnych. Obiekty częściowe takie jak anatomiczne i funkcjonalne części obiektu pierwotnego są rozpoznawane jako części jednej i tej samej osoby, obiektu całościowego. Jednostka uzyskuje pełniejszą wiedzę na temat obiektu - to że trwa on w czasie i przestrzeni i że ma inne relacje co wyraźnie ilustruje sytuacja edypalna. Rozpoznaniu ulega też to, że miłość i nienawiść wcześniej przypisane do oddzielnych obiektów są skierowane do tego samego obiektu.

Bion uważał, że nasze poczucie rzeczywistości powstaje na bazie różnych połączonych ze sobą danych, które dochodzą do nas za pomocą różnych zmysłów takich jak wzrok, słuch, dotyk itp. W ten sam sposób zyskujemy poczucie prawdy - na podstawie różnych łączących się ze sobą emocjonalnych odczuć wobec tego samego obiektu. Gdy uzmysławiamy sobie że nienawidzimy i kochamy jedną i tę samą osobę mamy poczucie prawdziwości i namacalności naszych relacji. Jeśli jednak uczucie ambiwalencji jest ewakuowane np. poprzez używanie edypalnych konfiguracji po to by uwiecznić podział na relacje z całkowicie dobrym i całkowicie złym rodzicem wówczas poczucie prawdy jest niepełne.

W przypadku pacjentów obsesyjnych mamy często do czynienia z sytuacją w której ich ambiwalencja w stosunku do bliskich osób jest dla nas bardzo wyraźnie widoczna podczas gdy oni sami usiłują za wszelką cenę utrzymać tylko jeden wymiar tych relacji. Taka nieprzepracowana ambiwalencja jest jedną z bardziej charakterystycznych cech zaburzeń obsesyjnych. Freud zwrócił na nią uwagę już w swoich pierwszych pracach na temat nerwicy natręctw. W pracy "Uwagi na temat pewnego przypadku nerwicy natręctw" tak pisał na temat konfliktu między miłością i nienawiścią: "(....) takie trwanie sprzeczności możliwe jest tylko w szczególnych warunkach psychologicznych i przy współudziale stanu nieświadomego. Miłość nie zdołała wygasić nienawiści, a tylko wyparła ją do nieświadomości, nienawiść zaś w nieświadomości (...) może się utrzymać a nawet rozwijać. Świadoma miłość zwykle w takich warunkach reaguje w ten sposób, że staje się szczególnie intensywna, aby móc sprostać stale na nią nakładanemu zadaniu zatrzymania swojego przeciwieństwa w stanie wyparcia" (s.76)

Aby mogło dojść do integracji różnych odczuć do obiektu muszą być one tolerowane przez jednostkę. Matka spostrzegana jako karmiąca i kochająca musi być też spostrzegana jako matka seksualna, seksualna partnerka ojca i w tej roli niedostępna i frustrująca. Jak wiadomo połączenie tych dwóch prawd na temat matki wcale nie jest łatwe i w związku z tym dość często spotykamy się ze zniekształconym obrazem kobiety.

Gdy zawodzą procesy integracyjne mamy do czynienia z rozszczepieniem i wyparciem jednego aspektu obiektu oraz pewnych odczuć i nastawień do obiektu.

Jednostka albo bardzo sztywno broni się przed uświadomieniem sobie jakichkolwiek negatywnych odczuć do obiektu albo targana jest niemożliwą do rozwiązania ambiwalencją.

Nadmierna sztywność lub nadmierne niezdecydowanie

Na koniec chciałabym jeszcze przedstawić poglądy Ignes Sodre zawarte w bardzo ciekawym artykule "Obsesyjna pewność versus obsesyjne wątpliwości. Od Dwóch do trzech" Sodre zwróciła uwagę na to, że istnieje zasadnicza różnica między obsesyjną pewnością a obsesyjnymi wątpliwościami.

Zdaniem Sodre obsesyjna pewność związana jest z psychotycznym poziomem funkcjonowania i głębszą regresją, natomiast obsesyjne wątpliwości z bardziej neurotycznym poziomem funkcjonowania i z mniejszą regresją. Oba te stany mogą oczywiście pojawiać się u jednej i tej samej osoby, albo mogą być charakterystyczne dla różnych osób.

Obsesyjną pewność charakteryzuje sztywność, nieustępliwość, nie dopuszczanie innych punktów widzenia. Wątpliwości są zakazane. Zdaniem Sodre obrony obsesyjne zawierające takie właśnie sztywne przyleganie do jakiejś idei, wraz z potrzebą rytuałów mających zapobiegać wszelkiego rodzaju naruszeniu tej sztywności stanowią schizoidalny sposób funkcjonowania. Splitting używany jest tu nie tylko po to by uniknąć ambiwalencji, ale także w celu ochrony wyjątkowej dualnej relacji z obiektem. Głównym zagrożeniem jest utrójkątowienie. Każda nowa idea, inny punkt widzenia, jest odczuwana jest jako "trzeci", intruz, który musi zostać natychmiast usunięty.

Z kolei w przypadku obsesyjnych wątpliwości mamy do czynienia nie tylko z silną ambiwalencją czy trudnością w podjęciu decyzji. Mamy tu do czynienia z wszechobecną sytuacją trójkątną, z parą rodzicielską, która nieświadomie zaprząta umysł pacjenta. Tak więc obsesyjne wątpliwości wydają się raczej być związane ze skrajnie silnym i wydawałoby się nierozwiązywalnym kompleksem Edypa.

Sodre podaje przykład pacjenta, który zgłosił się na analizę z powodu depresji, częstych zmian nastroju i ogromnych trudności w podejmowaniu decyzji. Niedługo po rozpoczęciu analizy musiał podjąć ważne decyzje zawodowe, miał również wiele poważnych wątpliwości związanych ze swoim związkiem z dziewczyną. W tym czasie sesje były zdominowane przez obsesyjne myślenie pacjenta - najpierw podejmował jakąś decyzję by zaraz potem ją zmienić i tak w koło. Czuł, że to wyniszcza jego życie. Pewnego razu pacjent opowiedział następującą historię. Razem ze swoją dziewczyną Anną zaprosili przyjaciół na kolację. Było bardzo miło wbrew obawom pacjenta, że jego przyjaciele nie polubią się z przyjaciółmi Anny. Ale wydarzyło się coś co było dla pacjenta bardzo trudne. Brat Anny zapytał o kuchnię, czy miała taki wygląd gdy wprowadził się do tego mieszkania czy robił w niej jakieś przeróbki. Gdy pacjent wprowadził się do mieszkania jego poprzednia dziewczyna Tess zmieniła wystrój kuchni. Pacjent w ogóle nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie ponieważ gdyby odpowiedział "razem z Tess wprowadziliśmy zmiany" Anna mogłaby się poczuć wykluczona i zazdrosna, Gdyby natomiast odpowiedział "ja wprowadziłem zmiany", mógłby poczuć się nielojalny i zaatakowany w myślach przez Tess. Pacjent nie był w stanie rozwiązać tego dylematu i w końcu przemilczał to pytanie.

W przypadku obsesyjnych wątpliwości mamy więc do czynienia z unikaniem sytuacji wykluczenia. Ciągłe przechodzenie od jednej myśli do drugiej, można powiedzieć od jednego rodzica do drugiego pozwala na utrzymanie permanentnej sytuacji trójkątnej w której żadna ze stron nie jest wykluczona. Pozwala to uniknąć zarówno przykrego poczucia bycia poza jak i poczuć winy i ataków ze strony prymitywnego superego za wykluczenie kogoś innego.

Podjęcie decyzji i wytrwanie w niej, pozostawanie w nieprzerwanym stosunku z jedną myślą jest możliwe tylko wtedy gdy możliwa jest introjekcja pozostającej w stosunku pary rodzicielskiej. Zdaniem Sodre iluzja edypalna z jaką mamy do czynienia w przypadku obsesyjnych wątpliwości jest obroną przed pewnością wykluczenia ze stosunku rodziców ponieważ jest to iluzja , która zakłada omnipotentnie, że możliwe jest wtrącanie się, przerywanie i w ten sposób uczestniczenie w tym stosunku.


Chciałabym teraz przedstawić dwoje moich pacjentów, u których jak myślę można zobaczyć elementy wspomnianej obsesyjnej sztywności i obsesyjnych wątpliwości będących efektem trudności w przepracowaniu kompleksu Edypa.

Pani A. zgłosiła się do poradni dla młodych matek, w której pracowałam zaniepokojona swoim stosunkiem do trzy miesięcznej córeczki. Niepokoił ją brak ciepłych uczuć do dziecka, jak również agresywne impulsy jakie odczuwała wobec niemowlęcia. Pani A. bardzo się bała, że może rzeczywiście wyrządzić krzywdę dziecku, dlatego nie chciała zostawać z nim sama i prosiła o pomoc matkę, która przyjeżdżała do niej codziennie.

Dwa, trzy lata wcześniej pani A. cierpiała z powodu bardzo silnych stanów lękowych.

Dużo wtedy pracowała i większość jej lęków dotyczyła pracy, tego że szefowa będzie z niej niezadowolona lub, że ją zwolnią. Przyjmowała wtedy nawet leki ale miała poczucie, że niewiele jej pomogły. Myślała też o rozpoczęciu terapii ale co ciekawe bała się, że gdy w toku terapii odkryje jakieś swoje negatywne uczucia do męża nie będzie mogła już z nim dalej być i będzie musiała się rozwieść.

Podobne lęki i wątpliwości miała wtedy gdy ja zaproponowałam jej terapię. Po omówieniu tych obaw zdecydowała się jednak podjąć leczenie.

Cała ta sytuacja dobrze obrazuje trudności jakie pani A. miała w przeżywaniu ambiwalentnych uczuć. Z jednej strony większość jej relacji cechowała silna ambiwalencja, jednocześnie jednak pacjentka musiała trzymać swoje uczucia oddzielnie i nie była w stanie ich zintegrować. Dopuszczenie do świadomości jakichkolwiek negatywnych uczuć czy to w stosunku do męża, czy w stosunku do matki , czy w stosunku do swojej pracy zawodowej groziło pacjentce tym że będzie musiała porzucić te obiekty i odejść. W takim myśleniu pani A. dążyła do tego by uczynić swoje relacje jednowymiarowymi -albo są złe, albo dobre i zaprzeczyć jakiejkolwiek bardziej złożonej, składającej się z większej ilości elementów sytuacji.

Pani A. unikała też sytuacji w których w jej umyśle mogłyby się pojawić jakieś wątpliwości. Gdy raz podjęła decyzję nie lubiła jej zmieniać ani nawet słuchać innych argumentów. Źle znosiła też sytuacje gdy osoby z jej otoczenia miały inne zdanie niż ona. W czasie trwania terapii pacjentka zdecydowała się wrócić do pracy z urlopu wychowawczego. Bardzo trudno było jej podjąć tę decyzję ponieważ nie potrafiła zostawić swojej córeczki nawiasem mówiąc pod opieką męża, który w tym czasie był bezrobotny. Pacjentka projektowała na dziecko swoje własne problemy separacyjne i była przekonana, że wyrządzi małej straszną krzywdę swoim powrotem do pracy. W końcu zdecydowała się wrócić na pół etatu. Był to kompromis między jej lękami separacyjnymi a naciskami ze strony rodziny i sytuacją materialną, która zmuszała ją do podjęcia pracy. Pani A. była bardzo dumna z tego, że udało jej się dokonać takiego właśnie wyboru i nie ulec presji rodziny. Wiązała to z terapią i ja również miałam poczucie że zdolność do zawarcia kompromisu i pogodzenia ze sobą dwóch przeciwstawnych interesów jest efektem naszej pracy i tego, że pacjentka mogła na naszych spotkaniach mówić o swoich różnych lękach i wątpliwościach dotyczących zarówno rozstania z dzieckiem jak i rezygnacji z pracy i nie musiała żadnych z nich odszczepiać czy wypierać.

Na jednej z sesji pani A. skarżyła się, że matka i teściowa nie rozumieją jej wyboru, nie wspierają jej i krytykują jej decyzję pracy na pół a nie na cały etat. Z początku rozmawiałyśmy z pacjentką o tej sytuacji z punktu widzenia jej trudności w odseparowaniu się od matki i utrzymaniu własnego zdania. Później jednak zrozumiałam, że pacjentka nie chce nawet słyszeć zdania matki i teściowej bo to burzy jej wewnętrzny porządek i zasiewa wątpliwości, sytuacja przestaje być taka jasna i oczywista. Pani A. zgodziła się z tą moją uwagą i dodała, że rzeczywiście najczęściej w takich sytuacjach stara się jak najszybciej podjąć decyzję i już więcej do niej nie wracać. Tak jakby sama sobie mówiła "koniec, nie ma więcej dyskusji".

Pani A. bardzo często złościła się na swoją matkę i mówiła o niej jako o osobie nie znoszącej sprzeciwu, przekonanej o tym że wszystko wie najlepiej. Pani A. często czuła że matka nie słucha i nie szanuje jej zdania uważając że to co pacjentka czuje i myśli jest złe lub głupie. Niezależnie od rzeczywistych cech matki pani A. na pewno projektowała na nią swój własny wewnętrzny, prześladowczy obiekt nietolerujący tego by inni mieli jakieś odrębne zdanie lub jakieś niezależne relacje. Jeszcze wyraźniej można to było zobaczyć gdy pacjentka mówiła o swojej szefowej w pracy.

Pani A. spostrzegała swoją szefową jako osobę bardzo surową, wymagającą od pracowników całkowitego oddania pracy, z pominięciem nawet życia osobistego. Była przekonana, że szefowa nie będzie tolerować żadnego zaglądania do internetu, rozmów z koleżankami, zajmowania się choćby krótką chwilę jakimiś innymi sprawami niż praca. Jak więc była zdziwiona gdy okazało się że szefowa nie robiła pacjentce żadnych problemów w podjęciu pracy na pół etatu i odniosła się do niej bardzo życzliwie. To jeszcze bardziej uwidoczniła jak bardzo obraz szefowej jest wynikiem projekcji własnej zaborczości pacjentki.

Myślę, że pani A. za wszelką cenę dążyła do utrzymania dualnych relacji ze swoimi bliskimi i bardzo źle znosiła ich niezależność. Widoczne to było w jej symbiotycznych relacjach z dzieckiem czy w trudnościach w odseparowaniu się od matki. Nie była w stanie wytrzymać roli obserwatora, odczuwała wtedy bardzo silną złość i zazdrość, które zamieniała w poczucie pokrzywdzenia i opuszczenia czując się zupełnie pominiętą i nieważną. Na taką postawę pacjentki na pewno miały duży wpływ wydarzenia z jej dzieciństwa a szczególnie nie przepracowana do końca zazdrość o młodszego brata.

Gdy pacjentka miała 8 lat nagle zmarł jej ojciec. Po dwóch latach matka pacjentki ponownie wyszła za mąż i z tego drugiego małżeństwa miała syna o 11 lat młodszego od pacjentki. Jakieś dwa lata po narodzinach chłopca ojczym pacjentki odszedł od nich. Od tej chwili matka pacjentki wychowywała dzieci sama. Bardzo dużo pracowała często wracała do domu zmęczona i zdenerwowana. Nierzadko biła pacjentkę lub krzyczała na nią. Często narzekała grożąc że jak już dłużej nie będzie mogła tego wytrzymać to wyskoczy przez okno. Ciekawe, że moja pacjentka rozwinęła podobny do tego objaw mianowicie bała się, że może wyrzucić dziecko lub sama wyskoczyć przez okno. Wskazywałoby to na silną identyfikację z matką i trudności w separacji od niej.

Pani A. miała poczucie że matka zawsze faworyzowała brata. Pacjentka była dużo starsza dlatego oczekiwano od niej że będzie rozsądniejsza i będzie ustępować młodszemu bratu we wszystkim. Ponadto matka niejednokrotnie mówiła że pacjentka wdała się w rodzinę ojca z którą była skonfliktowana. To jeszcze bardziej sprawiało że pani A. czuła się niechciana i nieakceptowana przez matkę. Aby zaskarbić sobie miłość matki starała się jej pomóc w opiece nad bratem, w pewnym sensie weszła w rolę "trzeciego" męża swojej matki i w ten sposób unikała bolesnych przeżyć związanych z poczuciem odrzucenia czy wykluczenia, których musiała doświadczać widząc stosunek matki do brata. Tylko wtedy gdy czuła się lepsza od brata, bardziej rozsądna, odpowiedzialna mogła mieć iluzję że matka wybierze ją a nie jego. W związku z tym pozostają pewne narcystyczne cechy tej pacjentki. Pani A. musiała być najlepsza i idealna, nie znosiła żadnej krytyki ponieważ tylko wtedy nie musiała przezywać uczuć zazdrości, o to że ktoś inny dostanie miłość i uwagę. Podobnie w pracy czuła się bardzo zazdrosna gdy widziała że szefowa bardziej lubi i nawet faworyzuje jej koleżankę. By obronić się przed tą sytuacją pani A. wpadała w kołowrót pracy, pracowała coraz więcej i więcej, aż do granic wytrzymałości aby zaskarbić sobie przychylność i uznanie przełożonych. Jako matka również musiała być idealna i w związku z tym nie mogła pozwolić sobie na żadne negatywne uczucia wobec dziecka, poczucie zmęczenia czy zniechęcenie. Wszystkie te odszczepione uczucia wracały do niej jednak pod postacią agresywnych impulsów i lęku przed własną złością na dziecko.

Gdy pani A. rozpoczynała terapię w jej funkcjonowaniu dominowała projekcja różnych przeżyć na zewnątrz oraz izolacja emocjonalna i towarzysząca jej bardzo silna intelektualizacja. Pierwsze miesiące pracy były bardzo trudne ponieważ właściwie nie bardzo mogłyśmy rozmawiać o uczuciach pacjentki a tylko snuć intelektualne rozważania na temat jej zachowań i trudności. Z czasem jednak pani A. stawała się coraz bardziej świadoma swoich odczuć np. tego że to ona jest zazdrosna i nie potrafi się oderwać od swoich bliskich a nie, że to inni ją trzymają i czegoś ciągle od niej chcą. Zmniejszenie projekcji i izolacji emocjonalnej doprowadziło do poszerzenia przestrzeni psychicznej, w której mogły się teraz pojawiać różne myśli i uczucia nie zawsze zgodne ze sobą i w której dana sprawa mogła być rozpatrywana z różnych punktów widzenia.


Pan B. jest 34 letnim mężczyzną. Zgłosił się na terapię z powodu lęku i ogólnego poczucia dyskomfortu psychicznego odczuwanego w sytuacjach społecznych. Miał też poczucie że jego życie zarówno to zawodowe jak i osobiste utknęło w martwym punkcie. W zeszłym roku stracił pracę i przez pól roku nie mógł mimo bardzo dobrego wykształcenia znaleźć nowej posady. Było to dla niego bardzo trudne doświadczenie. Wcześniej kilkakrotnie zmieniał firmy, zwykle był zwalniany ale nigdy nie miał większych kłopotów ze znalezieniem nowego zatrudnienia. Siedząc w domu pogrążał się w coraz większej depresji. Bardzo obniżyła się wtedy jego samoocena. Wcześniej zadowolony z siebie, z przesadnym wręcz poczuciem własnej wartości teraz zaczął się czuć niepewny i niepełnowartościowy. Pan B. bardzo boleśnie odbierał to, że inne osoby w jego wieku osiągnęły już jakąś pozycję zawodową, założyły własne rodziny, mają mieszkania, domy, pieniądze. Ona sam od 10 lat pozostaje w związku z dziewczyną, ale nie jest w stanie podjąć żadnej decyzji -ani ożenić się z nią ani rozstać. Taki stan trwania i trudności w podejmowaniu decyzji są widoczne i w innych sferach życia pacjenta.

Dość szybko stało się jasne że pan B. nie potrafi się właściwie w nic zaangażować tak do końca. Zawsze ma w głowie jakąś alternatywną opcję, jedną lub nawet kilka. Pozostaje w permanentnym stanie wyboru ale na nic nie może się ostatecznie zdecydować. To ciągłe wybieranie między różnymi możliwościami, ciągłe wątpliwości co do słuszności wyboru sprawiały, że de facto pan B. stał w miejscu podczas gdy inni jego rówieśnicy byli już dużo dalej.

Ten sposób funkcjonowania pana B. zaznaczył się już na samym początku terapii.

Gdy pod koniec pierwszego, konsultacyjnego spotkania powiedziałam panu B. że chciałabym umówić się z nim na jeszcze jedną konsultację zapytał wyraźnie zaniepokojony dlaczego potrzebuję jeszcze jednego spotkania. Odpowiedziałam wtedy że najprawdopodobniej będę mogła przyjąć go na terapię ale nie jestem jeszcze pewna jaką zaproponować mu częstotliwość spotkań i chciałabym z nim jeszcze porozmawiać aby dopytać o kilka rzeczy i móc spokojnie zastanowić się nad tym co byłoby dla niego najlepsze. Sięgnęłam po kalendarz chcą ustalić termin i wtedy pacjent powiedział mi, że w przyszłym tygodniu nie może bo jest już umówiony na konsultację z drugim terapeutą. Myślę, że pan B. takim zabiegiem odwrócił sytuację, w której sam mógłby poczuć się wybierany na sytuację w której to on dokonuje wyboru.

Po rozpoczęciu terapii jeszcze nie raz byłam stawiana w takiej sytuacji. Najpierw pan B. zastanawiał się na sesjach czy nie udać się do psychiatry i nie rozpocząć leczenia farmakologicznego, później opowiadał mi o zbawiennym działaniu leku jaki został mu przepisany. Pewnego razu przyszedł na sesję i powiedział, że lekarz psychiatra rozpoznał u niego fobię społeczną i gdy pacjent zajrzał do internetu to przeczytał, że bardzo skuteczna w leczeniu tego typu zaburzeń jest psychoterapia poznawczo- behawioralna. Zastanawiał się więc co może mu lepiej pomóc czy moje podejście czy podejście behawioralno-poznawcze. Stwierdził nawet że gdyby dysponował wystarczającą ilością czasu i pieniędzy to "najchętniej zrobiłby sobie taki mix z różnych terapii." Takie zachowanie pacjenta wywoływało we mnie bardzo żywe uczucia przeciwprzeniesieniowe. Przez pierwsze miesiące leczenia żyłam w ciągłej niepewności co do zaangażowania pana B. Wyraźnie czułam że w jego głowie jest jeszcze kilka opcji między którymi może wybierać a ja jestem zmuszona do pozostawania w roli biernego obserwatora wydanego na łaskę i niełaskę jego wyborów. W podobny sposób traktował swoją dziewczynę trzymając ją w stanie ciągłej niepewności czy się w końcu z nią ożeni. Również w pracy nie potrafił zdecydować się na robienie kariery w tym właśnie przedsiębiorstwie ale cały czas szukał innej, lepszej posady.

Myślę, że taki sposób funkcjonowania pana B. stanowi obronę przed uczuciami związanymi z sytuacją edypalną. Pan B. za pomocą identyfikacji projekcyjnej wkłada we mnie swoje własne uczucia lęku przed odrzuceniem i niepewność czy jest kochanym. Stawiając mnie w roli obserwatora swoich rozważań i wyborów stawia mnie niejako w roli osoby patrzącej na relację rodziców. Można więc powiedzieć, że w przypadku pana B. mamy do czynienia z opisanym przez Sodre stanem owładnięciem sytuacją edypalną i nie możnością przeżycia sytuacji wykluczenia.